wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 269- Może to matczyna intuicja lub coś innego, ale czuję, że to chłopiec.

- Kochanie, będę za tobą cholernie tęsknić. - wtuliłam się w Caroline, która mocno owinęła rękoma moje masywne cielsko. Ostatni raz zaciągnęłam się jej perfumami i odsunęłam na bok.
- Wrócę za cztery miesiące, Val. Wtedy obie będziemy dumnymi właścicielkami wielkich brzuszków. - zachichotała na co w odpowiedzi otrzymała ogromny uśmiech.
- Masz rację. Szybko zleci. - przytaknęłam, a następnie podeszłam do Logana zostając zderzona z jego twardym torsem.
- Mam nadzieję, że Styles będzie się tobą opiekował, bo jak wrócę to go zabiję. - wywróciłam oczami i zaśmiałam się w odpowiedzi.
- To samo tyczy się do ciebie, Mitchel. - wyszczerzył się szeroko i objął brunetkę w talii machając ręką. - Do zobaczenia, kochani! - zniknęli za bramką udając się na odprawę.
- No to kiedy przyjeżdża Julia? - szturchnęłam go w brzuch na co musnął mój policzek. - Horan się stęsknił. - napomknął rozbawiony.
- Z tego co wiem, to ostatnimi czasy nie układało im się najlepiej i postanowili dać sobie przerwę. - czoło Harrego zmarszczyło się w zdziwieniu ukazując zabawną zmarszczkę.
- To dlatego jest tak przybity. - westchnął, a następnie objął mnie ramieniem kierując się w stronę zaparkowanego przy biurze Range Rovera. - Tak w ogóle, to dzisiaj jest koncert coverowy pod Big Benem. Malik się zgłosił i mimo wszystko nie wypada nie przyjść, prawda? - miał rację aczkolwiek nie tryskałam radością i optymizmem na ów wieść.
- Racja. O które się zaczyna? - zerknął za zegarek, a następnie swoje zielone tęczówki przeniósł na mnie.
- Za trzy godziny. - urwał, a następnie wyskoczył przede mnie łapiąc mnie za ramiona. - Mam pomysł. Pochodźmy po mieście, zjedzmy coś i spędźmy trochę czasu razem. Co ty na to? Już długo nigdzie nie wychodziliśmy, a przyznam, że strasznie się za tym stęskniłem. - na nowo poczułam radosne motylki łaskoczące wnętrze mojego brzucha pod wpływem jego spojrzenia i dotyku, który wywoływał dreszcze zdecydowanie należące do tych najprzyjemniejszych.
- Hmm... Jestem za. - zmniejszyłam dzielącą nas odległość opierając swoje czoło o jego. Czułam szczęście i spełnienie, gdy zatapiałam się w najpiękniejszym odcieniu szmaragdu, jaki tylko znał cały świat. Brunet wykorzystując moje rozmarzenie, połączył nasze usta w namiętnym pocałunku przenosząc gorące dłonie na moją talię.
- Kocham cię, Valerii. Chciałbym to wykrzyczeć całemu światu. - zaśmiałam się szczerze i uwiesiłam ręce na jego szyi. - Kocham, kocham, kocham! - obrócił mnie wokół własnej osi mocno trzymając w swoich silnych ramionach.
- Ja ciebie też, wariacie. Ja ciebie też. - to było wspaniałe, jak szybko potrafiłam wybaczyć wszystko to co zrobił w przeszłości. Wiedziałam, że jest pierwszym i ostatnim, którego pokochałam równie mocno mimo, że Malik nie był mi obojętny. Przekonałam się, że w Mulacie fascynuje mnie jego tajemniczość i buntowniczość, które zawsze w jakimś stopniu pociągały każdą kobietę, ale nie jest to zauroczenie, a tym bardziej miłość.


- Proszę. - odsunął krzesło bym mogła wygodnie usiąść i odpocząć po odkrywaniu Londynu, który mimo wielu lat nadal mi się nie znudził.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło, gdy brunet zajmował miejsce naprzeciwko mnie. Podał mi jedną z kart menu, gdzie zapisane były najróżniejsze rodzaje pizzy, napoje i inne dodatki. W skupieniu zagryzłam dolną wargę przejeżdżając wzrokiem po dość dużym i ciekawym wyborze.
- Masz już coś? - zagadnął po kilku minutach ciszy. Moje tęczówki napotkały jego, a kąciki ust powędrowały w górę.
- Meksykańska. - chłopak ukazał rząd równych zębów i dwa słodkie dołeczki w policzkach słysząc moją odpowiedź.
- Więc weźmiemy jedną dużą. - skinięciem ręki przywołał wysoką szatynkę, która posłała mu ciepły uśmiech nie zapominając także i o mnie.
- Zdecydowali się państwo? - zgodnie przytaknęliśmy głowami.
- Oczywiście. Poprosimy pizzę meksykańską. - kobieta zanotowała zamówienie w dużym notesie.
- Coś do picia?
- Może coca-cola? - uniosłam pytająco brwi na co Styles przystał bez krzty sprzeciwu. Kelnerka odeszła informując nas o upływie czasu, w którym otrzymamy swój posiłek, a ja znów zostałam z Harrym ciesząc oczy i serce jego widokiem.
- Dlaczego mi się przyglądasz? - zrobił zabawną minę na co parsknęłam śmiechem.
- Zastanawiam się czy to rzeczywistość czy najpiękniejszy sen. - brunet pokręcił głową z dezaprobatą i chwycił moją dłoń, która swobodnie leżała na białym obrusie.
- To jak najbardziej rzeczywistość, kochanie. Jestem cały i tylko twój. - uścisnął ją delikatnie splatając nasze palce. - Jesteś taka piękna. - wywróciłam oczami mimowolnie zagryzając dolną wargę. - I tak bardzo kusisz. - wyswobodził ją spod moich zębów na co zganiłam go spojrzeniem. - Tak poza tym strasznie ciekawi mnie kim będzie ten maluch, którego nosisz pod swoim sercem. - zaśmiałam się cicho i również ścisnęłam jego dłoń.
- Może to matczyna intuicja lub coś innego, ale czuję, że to chłopiec. - znów ujrzałam dwa urocze dołeczki. - Taki mały Hazzuś. - parsknęłam do czego automatycznie się dołączył.
- Będzie miał moje włosy i twoje oczy. Uśmiech mamy podobny, ale nosek odziedziczy po tobie. Boskie i świetnie wyrzeźbione ciało otrzyma po tatusiu, talent do muzyki po obojgu rodziców, zawziętość i dojrzałość po mojej cudownej dziewczynie, a zaś tajemniczość, chamskość, arogancję i zazdrość po twoim seksownym facecie. - wybuchłam spazmatycznym śmiechem czując jak łzy spływają po moich policzkach. - No wiesz co? - westchnął z irytacją po czym sam uwolnił tłumiony śmiech.
- A jeśli to będzie dziewczynka? - uniosłam zadziornie brew ku górze na co przymknął powieki uśmiechając się delikatnie.
- No to otrzyma moje oczy, a twoje włosy. Wspólny uśmiech, twoją boską figurę, talent po rodzicach, buntowniczość i ciekawość po tatusiu, no i rozsądność i asertywność po mamusi. - zlustrował mnie z góry na dół, a jego tęczówki automatycznie rozbłysły. - Czy chłopczyk czy dziewczynka i tak będą wspaniali. Mają po kim. - nachylił się nad stolikiem muskając moje spierzchnięte wargi.
- Państwa zamówienie. - poprawił się natychmiastowo pozwalając kelnerce postawić pizzę i szklanki z napojem na stole. - Smacznego. - podziękowaliśmy i w świetnych humorach zajęliśmy się konsumpcją swojej obiadokolacji. Po skończonym posiłku zapłaciliśmy i opuściliśmy lokal powoli kierując się w stronę Big Bena, gdzie pojawiła się wielka scena, kilkadziesiąt reflektorów, rzędy ławek, bramki i stoiska z jedzeniem.
- Ubierz kaptur i chodź do pierwszego rzędu. Tam powinien czekać Louis. - przytaknęłam i złapałam go za rękę.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie przyszedł z Eleanor i dzieciakami. Otóż sytuacja ta miała miejsce kilka tygodni temu, kiedy pani Tomlinson spakowała rzeczy swoje i bliźniąt wyjeżdżając do Berlina, gdzie mieszkała jej rodzina. Stwierdziła, że ma dosyć nieobecności swojego męża, a ich związek nie ma przyszłości. Bardzo żałowałam jej decyzji, a nie ukrywając byłam na nią wściekła, bo gdyby naprawdę kochała Louisa zrozumiałaby, że na tym polega jego praca. Zresztą nie mam zamiaru jej tłumaczyć, bo doskonale wiedziała w co w chodzi już kilka lat temu. Tommo był światowej sławy piosenkarzem, a ona nie powinna w żadnym stopniu przekonywać go do zakończenia spełniania swoich marzeń. Szatyn bardzo ciężko znosił jej odejście, ale najbardziej ubolewał nad stratą dzieci, które wcale niebyły zadowolone z decyzji, którą podjęła ich matka. - Hej,  Loueeh. - uścisnęli swoje dłonie, a następnie wzrok Tomlinsona skupił się na mnie.
- Valerii! Promieniejesz, kochana. - przytulił mnie mocno co automatycznie odwzajemniłam. - Jak się czujesz? - widziałam z jaką czułością spojrzał na mój brzuch. Miałam ochotę rozszarpać swoją przyjaciółkę, która skrzywdziła mojego przyjaciela.
- Bardzo dobrze. Mając przy sobie takie wspaniałe osoby nie mogłabym inaczej. - uśmiechnęłam się szczerze co o dziwo równie realnie odwzajemnił. - A co z resztą chłopców? - zagadnęłam wtulając się w tors Hazzy.
- Liam nie da rady, a Niall przyjedzie później. - skinęłam głową i usiadłam na kolanach Stylesa opierając swoją głowę na jego piersi. Ludzi przybywało z każdą minutą, a myśl o ujrzeniu Mulata wywoływała dreszcze na moim ciele. Nie chciałam by pojawiał się w moim życiu i na nowo je zmieniał.

Od rozpoczęcia koncertu minęła godzina zwieńczona krótką przerwą, po której na scenie zawitać miał Zayn. Do naszej trójki dołączył Horan z ogromną paczką popcornu, którym zajadaliśmy się we dwójkę. W tym czasie Harry i Louis dyskutowali o albumie i innych rzeczach, w które wolałam się nie zagłębiać. Jak to mówią - męskie sprawy.
- Patrz tam! - zaśmiał się wskazując na grubego kudłatego mężczyznę, który przebiegał przez scenę uciekając przed rozwścieczonym i czerwonym jak burak stylistą.
- Ah te gwiazdy. - westchnęłam teatralnie szturchając go w lewy bok.
- Uwaga, uwaga! Wracamy po przerwie, gdzie teraz przed państwem zaprezentuje się długo wyczekiwany gość specjalny. Członek Brytyjsko-Irlandzkiego Boysbandu One Direction! Zayn Malik! - piski, wrzaski i owacje wypełniły moje obolałe uszy, do których jednak nie dołączyłam. Symbolicznie zaklaskałam zatapiając rękę w paczce z prażoną kukurydzą.
- Witajcie, kochani! - rozejrzał się po zebranych, a jego wzrok utkwił w naszej czwórce. - Cieszę się, że jestem tu z wami i mam nadzieję, że cover piosenki, którą wykonam przypadnie wam do gustu, a zwłaszcza, że za kilka miesięcy zostanie wydany przez jednego z członków zespołu One Bite. - przełknęłam ślinę, przez którą prawie się zachłysnęłam, a następnie zdziwiona spojrzałam na Nialla, który w odpowiedzi zacisnął usta w cienką linię. - Zaczynamy! - wrzasnął do mikrofonu, a publika zamilkła wsłuchując się w akordy gitary.

(Puść podczas słuchania! :))
 

Party girls don't get hurt,
Can't feel anything,
when will I learn.
I push it down, push it down.

Westchnęłam cicho po części rozumiejąc jego głupi wybór. W końcu już sam początek opisywał go bez najmniejszych wątpień. Imprezowicz, który tłumi w sobie wszystkie uczucia. Tak. Powrócił nasz Malik sprzed kilku lat. Zmarszczyłam, kiedy jego wzrok zatrzymał się na mnie, jednak zdziwiłam się, że nie zareagował w postaci nawet kpiącego uśmieszku. Jakby nigdy nic, pustym wzrokiem, wpatrywał się w moje oczy próbując wyczytać z nich jakiekolwiek uczucie, które mogłoby go usatysfakcjonować. Mimo wszystko musiałam przyznać, że piosenka SIA w jego wykonaniu była bardzo dobra, a klimat w jakim ją przedstawił odbiegał od oryginału. Można było wyczuć ból, który wiąże się z owym stylem życia, a także wiele innych emocji, których nie był skory ukazywać na co dzień.
Znów mnie zadziwił.
                         ______________________________________________________

Wybaczcie z tym wplataniem piosenek w każdy rozdział, ale daje to trochę uczucia i wczucia. :p swoją drogą bardzo polecam Wam to wykonanie. Jest naprawdę świetne! :)
A teraz liczę na Wasze opinie i życzę udanej końcówki wakacji. ;d
~Larry




6 komentarzy:

  1. Rozdział jest hefjsuvosvsuzbvhb brak mi słów nawet nie wiem jak go opisać jest za dobry by opisany go słowa

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie śliczna piosenka. Doskonale pasuje do tego rozdziału..
    Harry i Valerie - miłość rozkwita.
    Ja mam nadzieję, że to będzie jednak dziewczynka :*
    Czekam nn ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! 💙

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech ona będzie z Zaynem. Proszę.
    Roździał cudowny.<3

    OdpowiedzUsuń