poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 8-Z pola mojego widoku zniknęła smętna panorama Londynu, a pojawiła się ciemność.

Opuściłam dwie osoby, które w moim życiu znaczyły dla mnie tak wiele, nie wliczając mojego zmarłego ojca. Zabawiam się, zapominając jaki był cel tego wyjazdu. Chcę robić to co kocham i spełniać swoje marzenia. Zdawało by się, że osiągnęłam to o czym marzy każdy. Trzeba przyznać, że trochę prawdy w tym jest. Jednak nie mam tego, co powinno być podstawą. Przynajmniej nie mam tego tu, przy sobie. Nie mam przyjaciół. Osób, które wspierały by mnie bez końca, pocieszały i sprawiały, że mój szary świat, przybrał by barw, chodź w jednej tysięcznej. To co mówili chłopcy o naszej przyjaźni? To tylko puste słowa. Nie można wiedzieć na czym się stoi zaledwie po trzech dniach, o nie. W końcu trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nikt nie przyjechał tu po to by szukać przyjaciół, gdyż ma ich w swoich stronach. Cała nasza piątka przyjechała tu by spełnić swoje marzenia i osiągnąć sukces, w tym czym jest dobra, czyli muzyce. Dopiero w programie zacznie się prawdziwa rywalizacja. Po mimo tego, że jesteśmy One Bite, czyli jednością, pożądanie o byciu liderem, lub osobą wyróżniającą się z grupy, przejmie górę i zniszczy wszystko. W przeciwnym razie, trafilibyśmy wszyscy do jednego z podopieczny, a nie rozbici. Niestety, w show biznesie nie ma miejsca na uczucia, czy względy. Tu trzeba liczyć samemu na siebie, w innym razie ktoś może nas się łatwo pozbyć.
Ostatnią rzeczą, która dręczyła mnie od jakiegoś czasu, było potężne poczucie smutku, samotności i pustki, która z dnia na dzień, coraz bardziej wypełniała moje ciało, pożerając umysł. Co raz bardziej traciłam kontrolę nad swoimi czynami czy słowami. Pewna część mnie gdzieś odeszła, a ja nie mogę jej znaleźć, lub prawdopodobnie nigdy jej nie było. Za to ma ją ktoś, kogo jeszcze nie spotkałam.
Moje głębokie przemyślenia, przerwał pisk opon. Z pola mojego widoku zniknęła smętna panorama Londynu, a pojawiła się ciemność. Ból przeszył mnie na wylot, uniemożliwiając jaki kol wiek ruch. Nie miałam siły otworzyć ust, które stawały się coraz zimniejsze. Słyszałam, lecz nie czuła i nie widziałam.
Wszystkie te głośne krzyki i jęki, zagłuszyło wycie karetki. Każdy odgłos stawał się nie rozpoznawalny, aż umilkł całkowicie.
*4 dni później*

Pierwszy raz od jakiegoś czasu coś poczułam. Tym czymś był ciepły uścisk na mojej zimnej dłoni.
Zastanawiając się nad osobą, która znajduje się przy mnie, powoli otworzyłam ociężałe powieki, które od razu zamknęły się pod wpływem uderzenia dość dużej ilości ostrego, szpitalnego światła.
Chciałam ujawnić to, że już nie śpię, lecz lampa skierowana na moją bladą twarz uniemożliwiała mi to.
Zebrałam wszystkie swoje siły by uścisnąć dłoń, za pewne jakiegoś mężczyzny. Z trudem i bólem, ale jednak udało mi się to. Poczułam, jak ktoś podrywa się z miejsca i z hukiem opuszcza salę.
Przeszywał mnie chłód, po mimo tego, że byłam otulona kołdrą z każdej strony. Suche usta i zapadnięte policzki tylko uwydatniały mój obecny stan. Nagle po całym pomieszczeniu rozległy się krzyki i kroki.
Dostrzegłam, że przed oczami zrobiło mi się ciemniej. Oznaczało to, że ktoś ku mojemu zadowoleniu przesunął źródło bijącego światła, tym samym ułatwiając mi otworzenie oczu. Na początku obraz był niewyraźny, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Niepewnie zaczęłam świdrować spojrzeniem urządzenia, do których byłam podpięta, uśmiechniętą twarz doktora, a wzrok mój zatrzymał się na Louisie i Harrym. Zdziwiłam się ich widokiem. Odchrząknęłam głośno, gdyż zaschło mi w gardle. 
-Ile czasu upłynęło?- zapytałam zachrypniętym głosem. Widocznie musiałam nie używać go przez długi okres. Chłopcy spojrzeli na mnie nie wyraźnie. Pewnie spodziewali się pytania typu "Co ja tu robię?" lub "Co się stało?". Niestety. Ja wszystko wiedziałam. Po mimo, że wydawałam się być kłodą, byłam świadoma każdej zaistniałej sytuacji. Nie byłam tylko wstanie stwierdzić jak długo tu leżałam. 
-Jest tu panienka od czterech dni.- na te słowa zareagowałam dość gwałtowną zmianą pozycji, a mianowicie wstałam na równe nogi. Nigdy bym tego nie wykonała gdyby nie jeden istotny powód. Występ w programie. Nie mogłam zaprzepaścić takiej szansy przez wypadek, za dużo przeszłam.
-To ty wszystko...- Harry urwał swoje pytanie, gdy zobaczył jak kiwam twierdząco głową.
-Chłopcy, proszę powiedźcie, że będę mogła wystąpić jutro, błagam.- w moich zielono-szarych tęczówkach zabłysły pierwsze krople łez. Louis widząc to podszedł do mnie i usiadł na skraju łóżka, delikatnie gładząc mój mokry policzek.
-Oczywiście Valerii. Chociaż nie wydaje mi się, że zdobędziesz się na siłach.- spuścił głowę, którą szybko uniosłam tak, by spojrzał  mi w oczy.
-Taka szansa możliwe, że trafia mi się ostatni raz w życiu. Proszę nie pozbawiajcie mnie tego.- obrzuciłam Harrego i doktora pełnym nadziei spojrzeniem.
-Obawiam się o ciebie, lecz zgodzę się z ciężkim serce, jeżeli... Zaraz po programie zgłosisz się do mnie do kontroli, a na ten czas, ktoś się tobą zaopiekuje. Z  tego co mi wiadomo mieszkasz z resztą swojego zespołu. Niestety, są oni za młodzi by zajmować się osobą świeżo po ciężkim wypadku samochodowym. Widzę też, że ta dwójka jest twoimi podopiecznymi, dlatego wybór należy do was. Albo któryś z tych panów zabierze cię na czas programu, po którym i tak z tego co słyszałem traficie do jednego z nich, przypilnuje i odstawi do kontroli, albo niestety, nie ma takiej opcji.- mój świat świat zawalił się momentalnie. Przecież to było nie realne. Który z nich chciałby się opiekować jakąś kaleką? Mają własne życie pełne problemów, którym automatycznie bym się stała.
Oby dwoje podeszli do mnie.
-Valerii, zaopiekuję się tobą.- odparł Louis uśmiechając się promiennie.
-Ale ja nie chcę być ci kulą u nogi.- szepnęłam, lecz on momentalnie wtulił się we mnie. Biło od niego przyjazne ciepło, które powodowało przyjemne dreszcze.
-Nie będziesz, uwierz mi.- poczochrał mnie delikatnie po włosach.
-Louis jesteś tego pewny?- spytał Harry mierząc mnie wzrokiem. Wiedziałam, że od samo początku mnie nie trawił i to prędzej czy później odbije się na mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz