poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 7-Miłość dla mnie nie istnieje, a przynajmniej nie istniała, dopóki ta smarkula nie namieszała mi w głowie.

*Z perspektywy Zayna*


Nie wiedziałam co się ze mną działo. To chyba był zły pomysł, by wybierać ją. Zrobiłem to, bo chciałem sobie udowodnić, coś co niestety mi nie wyszło. Właśnie wtedy zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym co się ze mną stało. Co ona ze mną robiła. Myślałem, że tylko mi się zdawało, ale przy niej czuję się całkiem inaczej niż przy innych kobietach. Miała w sobie to coś co sprawiało, że byłem innym człowiekiem. Chciałem żyć, ale nie w taki sposób jak do tej pory, czyli club, jakaś panienka, alkohol i tak co noc. O nie. W ogóle się nie poznawałem. Zmieniła mnie. Zmieniła w przeciągu kilku sekund. Wystarczyło, że tylko na nią spojrzałem, usłyszałem jej głos i zostałem obdarowany tym cudownym uśmiechem... Co ja wygaduję?! Przecież ona ma czternaście lat! Człowieku ogarnij się. Uspokoiłem się, wziąłem głęboki wdech i mój wzrok zatrzymał się na niej. W tym momencie odwróciła się i zerknęła na mnie. Moje serce zaczęło szybciej bić, w brzuchu poczułem te zakichane motyle... Nie, to nie może być prawdą. Szybko podszedłem do swojego laptopa i wiem, że to żałosne, ale wpisałem w wyszukiwarkę trzy banalne słowa, w tym jedno, które nigdy nie chciało mi przejść przez gardło, "Jak rozpoznać miłość?". Szybko kliknąłem w jeden z artykułów. 
Przeczytałem wszystko z dokładną precyzją, a mina mi zrzedła. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie fakt, że  tak naprawdę jej nie znam. 
-Ej Malik! Rusz ten szanowny tyłek i chodź tu do nas! Ćwiczymy układ.- zawołał Niall. Skasowałem całą historię, wstałem od laptopa i powędrowałem na scenę.
-Ok, Styles, włącz magnetofon, a wy ustawcie się.- odparł Louis uśmiechając się do nich szeroko.
Rozbrzmiały pierwsze akordy gitary. Usiedliśmy w fotelach, a ja całą swoją uwagę skupiłem na Valerii. Poruszała się tak zgrabnie, delikatnie i rytmicznie, że mały uśmiech wkradł się na moje usta.
Nadeszła jej solówka. To było ukojenie dla moich uszu. Miała tak niski, a zarazem kobiecy głos, że po moim ciele przeszły dreszcze. Kątem oka dostrzegłem, jak Styles wlepia w nią swoje gały i pożera wzrokiem. Miałem ochotę utrzeć mu nosa, ale nie mogłem. Był moim przyjacielem. Teraz pozostawało mi tylko starać się o to, by trafiła pod moje skrzydła. Skończyli. Wstaliśmy i zaczęliśmy im bić brawa.
-Wooo!- wydarł się Niall.
-Genialnie!- odparł Hazza.
-I to jest to!- uniósł kciuk w górę Lou. Zeszli do nas i podali każdemu rękę, tylko  Valerii każdy przytulał. Gdy przybijałem piątkę z Lucasem, kątem oka spostrzegłem jak przytula ją Harry. Myślałem, że krew mnie zaleje, ale musiałem być twardy. Wreszcie podeszła do mnie.
-Dziękuję.- szepnęła cicho i wtuliła się we mnie. Objąłem ją mocno i poczułem dziwne ciepło, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie spostrzegałem. Oderwaliśmy się od siebie, a dziewczyna podeszła do reszty.
-To jak, widzimy się jutro, o tej samej porze.- zakomunikował Liam. Rzucili głośne "Do zobaczenia" i opuścili salę. Chłopaki coś obgadywali, a ja stanąłem przy oknie spoglądając na grupkę radosnych nastolatków opuszczających teren studia. Nie przecież to nie możliwe. Miłość dla mnie nie istnieje, a przynajmniej nie istniała, dopóki ta smarkula nie namieszała mi w głowie.

*Z perspektywy Walerii*

Opuściliśmy studio i od razu pobiegliśmy do limuzyny. Morgan otrzymał telefon, że oprócz One Direction w JR ma zasiąść jeszcze Simon Cowell, Nicole Scherzinger i Cheryl Cole. Racja, przecież w końcu sami tam nie będziemy. Prócz nas wystąpią także inni wokaliści. Szczezre? Już nie mogłam się doczekać, kiedy po raz pierwszy zaśpiewamy na żywo. Bardzo interesowało mnie, kto kogo z nas przygarnie.
Zastanawiałam się także nad tym co dzieje się teraz u mojej mamy i siostry.
Gdy siedzieliśmy już w pojeździe, wyciągnęłam telefon i wybrałam do niej numer. Odebrała po trzech sygnałach.
-Halo?- usłyszałam jej ciepły głos.
-Cześć mamo, to ja Walerii.- krzyknęłam do słuchawki.
-Kochanie! Jak się cieszę. Miałam do ciebie dzwonić dziś wieczorem, ale mnie uprzedziłaś.- zaśmiała się.
-Co u was?- zapytałam radośnie.
-Wszystko w porządku, lepiej ty mów co u ciebie!- westchnęłam.
-Poznaliśmy One Direction, mamy już piosenkę i dziś nauczyli nas układu. Co dziennie od 9:00 do 16:00 ćwiczymy razem z nimi w studio. To naprawdę mili chłopacy.- zachichotałam.
-A jak tam reszta twojego zespołu?- wiedziałam, że o to zapyta.
-Też są bardzo mili, opiekuńczy i zabawni.- wyszczerzyłam się.
-Czekaj, daję ci Melanii.- usłyszałam huk i dziewczynka przejęła telefon.
-Cieś Waleri, cio słychać?- uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Cześć aniołku, u mnie świetnie, a jak u ciebie?- mała posmutniała.
-Nudno, bo ni ma cibi.- westchnęłam.
-Już nie długo się spotkamy, muszę kończyć pa.- rozłączyłam sie, a łzy napłynęły mi do oczu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz