poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 6-Nie chcę tu udawać jakiegoś speca i przynudzać, ale radzę ci nie palić.

W połowie jakiegoś nudnego serialu zasnęłam. W pewnym momencie obudziłam się niesiona przez kogoś na rękach. Spojrzałam w górę i dostrzegłam twarz Morgana. Szybko przymknęłam powieki, by nie zauważył, że nie śpię. Ułożył mnie wygodnie w łóżku, przejechał ręką po policzku i ucałował mnie w czoło.
Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jednak Morgan nie jest taki zły  jakim się wydaje. Włożyłam sobie słuchawki w uszy i odpłynęłam do krainy marzeń. Rano o 7:15 zadzwonił mój budzik. Strąciłam go poduszką i przewróciłam się na drugi bok. Po pięciu minutach wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Zapomniałam, że to dziś mamy pierwszą próbę i nie wypada się spóźnić. Szybkim krokiem podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej wygodne beżowe rurki, kremową bokserkę i jeansową katanę. Udałam się do łazienki, krzycząc głośno "Dzień dobry" i zamykając drzwi na klucz.
Napuściłam wody do wanny, rozebrałam się i zanurzyłam w niej swoje ciało. Szybko umyłam głowę, spłukałam pianę i wyszłam, owijając się ręcznikiem. Wyszczotkowałam zęby, wysuszyłam mokre kosmyki i spięłam je w wysokiego koka. Ubrałam czyste ubrania i opuściłam łazienkę.
-No nareszcie!- krzyknął Andrew i poleciał załatwić swoje potrzeby.
-Ciebie też miło widzieć!- krzyknęłam za nim i przewróciłam oczami. Poszłam do kuchni i stanęłam przed lodówką, zastanawiając się co mogłabym zjeść. W końcu zdecydowałam się na hamburgera.
Włożyłam go do mikrofalówki i ustawiłam czas podgrzewania na 2 minuty. Z szafki wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej zimnej coca-coli. Wiem, że to bardzo nie zdrowe na śniadanie, a zwłaszcza, gdy ma się tak ciężki dzień przed sobą, ale na nic innego nie było mnie stać. Usłyszałam dzwonienie. Wyciągnęłam swoje śniadanie i postawiłam je na stole. Usiadłam na krześle i zaczęłam pochłaniać zawartość swojego talerza. W tym momencie do kuchni wszedł Lucas z Loganem.
-Smacznego Val!- krzyknęli jednocześnie i zaśmiali się.
-Dzięki chłopcy.- puściłam im oczko i dokończyłam hamburgera. Wypiłam napój i wrzuciła  naczynia do zmywarki. Jak widać oni też mieli dylemat z wyborem. Wtedy do głowy wpadł mi niezły pomysł.
-Siadać!- warknęłam. Oni zmierzyli mnie wzrokiem i nie pewnie wykonali moje polecenie.
Wyciągnęłam pięć jajek, rozgrzałam patelnie i po piętnastu minutach każdy zajadał się moją jajecznicą.
-Mmmmm. Kto cię nauczył tak świetnie gotować?- zapytał Andrew z pełną buzią, za co oberwał od Morgana w tył głowy.
-Mama.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Twój tata musi mieć z nią lekkie życie.- popatrzyłam na niego smutno.
-Miał.- odpowiedziałam zimno i podeszłam do okna spoglądając na Londyn ranną porą.
-Ale jak to?- widocznie Lucas dalej nie załapał.
-Mój tata zginął trzy lata temu w wypadku samochodowym.- rzuciłam z łamiącym się głosem. Nie mogłam uwierzyć sama w to co mówię, ale taka niestety była prawda.
Chłopcy zjedli nic już nie mówiąc, tylko szepcząc ciche "dziękuję" i wkładając talerze do zlewu.
Zegar wskazywał 8:30. Powoli zabraliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z naszego lokum zamykając go na klucz.
Skierowaliśmy się do windy i zjechaliśmy na parter. Wypisaliśmy się i powędrowaliśmy na parking, gdzie w limuzynie czekał ten sam pan co wczoraj. Lucas otworzył drzwi i puścił nas przodem. Usiedliśmy, ale dalej panowała niezręczna cisza.
-No to jak, gotowi na wycisk?- zapytałam po chwili starając się, aby mój głos zabrzmiał przekonująco.
-I to jeszcze jak.- Andrew chyba załapał o co mi chodzi i starał się mi pomóc.
-Chcieliśmy cię przepro..- przerwałam im z groźną miną.
-Skąd mogliście to wiedzieć? Daj cie spokój. Cieszmy się dniem.- poklepałam ich po ramieniu i atmosfera od razu uległa zmianie.
-Ciekawe jak będzie na występie. Z jednej strony tryskam radością, a z drugiej aż mnie nerwy zżerają.- wzdrygnął się Logan.
-Jeżeli damy z siebie wszystko, to na pewno nie pożałujemy, a zwłaszcza, że faktycznie nas stać.- uśmiechnął się Morgan. Wszyscy jedno zgodnie mu przytaknęli. Wtedy limuzyna się zatrzymała. Opuściliśmy ją dziękując kierowcy. Udaliśmy się do studia i zatrzymaliśmy w recepcji.
-Dzień dobry, w której sali jest One Direction?- spytał Andrew, a młoda kobieta przyglądnęła nam się.
-Sala numer 23.- puściła oczko i zniknęła za biurkiem. Wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na pierwsze piętro. Zaczęliśmy się rozglądać za odpowiednimi drzwiami. Wreszcie je znaleźliśmy, a Morgan zapukał głośno.
-Proszę!- usłyszeliśmy głos, z tego co zapamiętałam to Liama i weszliśmy do środka.
-Cześć!- krzyknęliśmy równocześnie, a oni spojrzeli po sobie i wybuchli śmiechem.
-Jakbym słyszał nas, hej!- zaśmiał się Louis.
Przeleciałam wzrokiem każdego, zatrzymując się na Harrym. Wyglądał jakby bił się z emocjami.
-I jak po wczorajszym?- zagadnął z uśmiechem na twarzy Niall.
-Świetnie, mamy nadzieję, że tak będzie do końca.- wyszczerzył się Lucas.
-No to co, zaczynamy!- krzyknął Liam i klasnął w dłonie.
-Na sam początek zrobimy układ taneczny. Tak się złożyło, że w tej piosence, wszystkie zwrotki wykonuje Liam, więc podzieliliśmy się i każdemu z was przydzielimy "nauczyciela"- tu zrobił cudzysłów.
-Tak Zayn ma rację, a nimi będziemy my.- odparł Harry, a my wzruszyliśmy ramionami i wyszczerzyliśmy się zabawnie. Oni podeszli do siebie i zaczęli się naradzać.
-Ciekawe kogo dostanę.- burknął Morgan.
-Coś mi się zdaje, że Liama, chociaż nie wiadomo, o idą.- szepnęłam mu na ucho i odwróciliśmy się w ich kierunku.
-Morgan idzie ze mną.- szturchnęłam szatyna w ramię, a on cicho parsknął śmiechem.
-Andrew z Harrym, Lucas z Louisem, Logan z Niallem, a Valerii z Zayne.- dokończył Liam, a ja spojrzałam na mulata i głośno przełknęłam ślinę. Wszyscy się rozeszli, a my staliśmy w miejscu przyglądając się sobie.
-To gdzie idziemy?- wzięłam się na odwagę i zebrałam wszystkie siły by zapytać.
-Tutaj. No już mała, wyluzuj się, nic ci nie zrobię.- podszedł bliżej, a ja uniosłam jedną brew.
-No nie wiem, czy taka mała.- burknęłam pod nosem. Spojrzałam mu w oczy, a on natychmiast odwrócił wzrok. Czekałam aż wykona pierwszy ruch.
-Dobra, to zaczynamy?- uniósł jedną brew ku górze, a ja pokiwałam głową.
-Ustaliliśmy z chłopakami, że ustawicie się jakby w literę "V". O co mi chodzi? O to, że na środku, będzie osoba śpiewająca pierwszą zwrotkę, na ukos od niej drugą i dalej na ukos trzecią. Podobnie z drugiej strony. W ten sposób utworzycie literę "V". Gdy któreś z was skończy śpiewać, robicie ślizg, na miejsce osoby, która z niego wyszła. Czyli Morgan będzie na środku, zaśpiewa i ślizg, Andrew jest na jego miejscu, ty na niego, a Lucas lub Logan na twoim. Potem refren, nie robicie nic prócz rytmicznego ruszania się w miejscu. Kolejny ślizg, śpiewasz ty i zostajesz już na tym miejscu do końca, bo nie ma czwartej zwrotki. Gdy po drugim refrenie zacznie się powtarzanie "Na,na,na", złożycie ręce i o krokiem dostawnym na zmianę poruszać się będziecie w lewo i prawo. Rozumiesz?- spytał, starając się ominąć mój wzrok.
-Tak, ale w takim razie nie będzie dużo nauki, więc nie wiem, po co nas rozbijaliście.-zruszyłam ramionami.
-Tłumacząc wszystkim, połowa i tak będzie zajęta czymś innym, a we dwoje łatwiej się skupić.- odparł, a ja przytaknęłam głową, na znak, że się zgadzam.
-Racja, muszę przyznać, że macie świetny sposób. Mam nadzieję, że nie zniszczymy tego.- uśmiechnęłam się promiennie, a on zrobił się jakiś nerwowy. Przyjrzałam mu się z uwagą.
-Wszystko ok?- spytałam nie pewnie.
-Poczekaj tu.- podszedł do okna, wyciągnął pudełko z papierosami i zapalił.
-Nie chcę tu udawać jakiegoś speca i przynudzać, ale radzę ci nie palić.- odparłam cicho. Odwrócił się i zmierzył mnie wzrokiem.
-Czemu? To bardzo przyjemne, uspokaja cię od zewnątrz.- pokręciłam głową.
-Nie uspokaja, tylko uzależnia. Ty tylko masz takie uczucie. Uwierz mi wiem co mówię. Miałam do czynienia nie raz z takimi ludźmi.- rzuciłam i oddaliłam się od niego. Zgasił papierosa i podszedł do mnie odwracając mnie do siebie przodem. Chciał już coś powiedzieć, ale ciężko westchnął i spuścił głowę.
Chciałam coś powiedzieć, ale od razu mi przerwał.
-Nie ważne.- wtedy do sali weszła reszta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz