niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 5-Przyznaj! Przyznaj, że jednak miłość istnieje, a ona powoli ci to udowadnia!

Uśmiechnięci od ucha do ucha skierowaliśmy się w stronę limuzyny czekającej specjalnie na nas.
Morgan otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Zaraz za mną wszedł Andrew, Lucas, Logan, a na samym końcu nasz dżentelmen. Chłopaki puścili muzykę na cały regulator, a ja wbiłam wzrok w szybę.
Bardzo się cieszyłam, że ten boy's band pokłada w nas tak duże nadzieję, ale zastanawiała mnie jedna mała rzecz. Dlaczego Harry jest do mnie uprzedzony, a Zayn co jakiś czas na mnie spogląda. Może to dlatego, że ich nie znam, ale w końcu do resztę też by tak traktowali. A może faktycznie przeszkadzało im to, że jestem dziewczyną? Lub nie trawili osób mojego pokroju, do czego zdążyłam się już przyzwyczaić. Jednak dalej nie mogłam wybić sobie z głowy tego uśmiechu mulata i mrożącego spojrzenia loczka. Jak widać mam nowe zagadki do rozgryzienia. Chociaż? Czy to ma sens? I tak nic nie wykombinuje, wszystko okaże się z czasem.
Zobaczymy co przyniesie nam jutrzejszy dzień. Po piętnastu minutach byliśmy już pod hotele. Podziękowaliśmy grzecznie kierowcy i udaliśmy się do naszego apartamentu. Od razu każdy z nas rzucił się na kanapę pojękując.
-Boże, ale się zmęczyłem, masakra.- przeciągnął się leniwie Andrew.
-Ja to samo, tylko marzę o szklance zimnej pepsi.- bąknął Lucas.
-Dokładnie.- poparłam ich od razu.
-Ale nikt nie ma sił podejść do kuchni i sobie nalać, zgadłem?- zapytał szczerząc się Morgan.
-Nie prawda! Ja pójdę.- wzruszył ramionami Logan, wstał i poszedł do lodówki. Przyniósł pięć puszek z coca-colą i rzucił każdemu po jednej.
-Jesteś wielki!- uniosłam kciuk w górę i otworzyłam swój napój, biorąc jednego dużego łyka.
-Wiem.- wyszczerzył się i rozsiadł w fotelu.
Nie miałam siły zupełnie na nic, zapewne jak reszta moich towarzyszy. Zmęczona całym dniem, chciałam tylko iść spać i nie wstawać do rana. Dochodziła 20:15. W prawdzie mogłam iść już teraz, ale wiem, że byłabym nie wyspana. Zawsze tak miałam gdy poszłam spać o wczesnej porze.
Po chwili Lucas chwycił pilota i włączył TV.

*Z perspektywy Harrego*

-No widać, że znaleźliśmy odpowiednie osoby, prawda Harry?- spytał się mnie Liam, a ja potrząsnąłem głową. Zdezorientowany patrzyłem na swoich przyjaciół.
-Tak, jasne.- bąknąłem pod nosem i rozsiadłem się w fotelu.
-Wszystko było by pięknie, gdyby nie twoje głupie zachowanie w stosunku do tej dziewczyny.- powiedział poważnie Louis, a ja uniosłem jedną brew.
-Hazza, co się z tobą dzieje? Co ona ci takiego zrobiła?- zapytał mnie Niall, a ja zacisnąłem pięści.
-Nic, po prostu jej nie trawię.- rzuciłem ostro w stronę blondyna.
-Nawet jej nie znasz. Oceniasz ludzi po okładce, a to o tobie wcale dobrze nie świadczy.- pokiwał głową Liam i opuścił pomieszczenie. Zauważyłem rozbawioną minę Malika.
-A ty co się tak cieszysz?- zacisnąłem zęby, a on uśmiechnął się kpiąco.
-Twoja głupota Styles.- wstałem gwałtownie i stanąłem z nim twarzą w twarz.
-Moja? Prędzej twoja. Kto dziś wpatrywał się w nią jak w obrazek i bardzo się zawiódł, gdy poznał jej wiek? No raczej nie ja.- on zrobił lekko zszokowaną minę, ale zaraz spoważniał.
-Nie prawda! Łżesz!- krzyknął mi prosto w usta.
-Przyznaj! Przyznaj, że jednak miłość istnieje, a ona powoli ci to udowadnia!- wydarłem się jak głupi, a on popchnął mnie delikatnie.
-Uważaj sobie na słowa, ja mam swoje życie, w którym nie ma miejsca na miłość, a gdyby istniała, na pewno nie darzył bym nią właśnie jej!- wysyczał przez zaciśnięte zęby, a ja prychnąłem.
-To z tobą jest coś nie tak. A ja już się dowiem co.- powiedział spokojniej.
-Czy ty mi coś sugerujesz?- uniosłem jedną brew, a na czole pojawiła mi się pierwsza kropla potu.
-Tak. Nie potrafisz się przyznawać do swoich uczuć!- tego  było już za wiele. Nie wiem czy to przez nienawiść do niego, czy przez to, że prawda mnie zabolała, ale opuściłem pomieszczenie i wyszedłem z studia. Musiałem zmierzyć się z swoimi myślami sam na sam, a najlepiej w wyludnionym miejscu.
Wsiadłem do swojego Lang Rovera i wyjechałem za miasto kierując się leśną ścieżkę. 
Zostawiłem samochód obok polanki i wyszedłem z niego. Usiadłem na masce i zamknąłem oczy.
Dlaczego ja ją tak traktuje? Co się ze mną dzieje? Przecież ona mi nic nie zrobiła. Wróć. A jednak coś zrobiła. Sprawiła, że poczułem się inaczej, tak jak nigdy się jeszcze nie czułem przy żadnej dziewczynie, a nawet kobiecie. Nie wiem co ta czternastolatka w sobie miała, ale było to coś co mnie bardzo do niej przyciągało. Niestety nie mogłem. Przecież ona jest jeszcze młoda. Jakby to wyglądało? Nie. Nie, nie, nie. To mi się tylko zdawało. Jestem zbyt przemęczony. Muszę trochę zwolnić i ochłonąć, to mi dobrze zrobi. Wyciągnąłem z auta puszkę z piwem i upiłem jedną czwartą. 

1 komentarz: