niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 3-Ja tam się cieszę, przynajmniej poznasz nas osobiście.

Rano mój budzik zadzwonił punktualnie o 8:00. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam z łóżka. Podeszłam do okna i odsunęłam rolety. Od razu uderzyła mnie fala promieni słonecznych. To już drugi dzień w Londynie, a nadal utrzymuje się ciepła i słoneczna pogoda. Wolnym krokiem podeszłam do szafki i wybrałam miętowe rurki i czarny top. Wyszłam z pokoju, a w kuchni zauważyłam Morgana.
-Dzień dobry rzuciłam.- na odchodne i wparowałam do łazienki.
Usłyszałam jeszcze ciche "cześć" i zamknęłam drzwi. Wykonałam poranną toaletę, przebrałam się, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Opuściłam pomieszczenie dając do niego dostęp Lucasowi, który jak widać lubił być odpicowany. Usiadłam przy stole w kuchni i zabrałam jedną pomarańczę z koszyka. Obrałam ją i w całości zjadłam. Napiłam się wody z małej plastikowej butelki i przetarłam oczy.
-Ktoś tu chyba wstał lewą nogą.- poklepał mnie po ramieniu Andrew, a zaraz za nim przyszedł Logan.
-Nie, tylko zazwyczaj śpię dłużej.- puściłam mu oczko i zrobiłam im miejsce wstając z krzesła i zaglądając do lodówki. Była pełna aż po brzegi więc śmierć głodowa nam nie groziła.
-Sorka..- przesunęłam się, a Logan zaczął wyjmować z niej różne produkty.
-Ty to wszystko zjesz?- uniosłam pytająco jedna brew.
-Jasne, a czemu nie?- wyszczerzył się radośnie.
-W tej Irlandii to chyba chodzą sami głodni ludzie. Przykład? Niall z zespołu One Direction. Nienażarty Irlandczyk.- parsknęłam śmiechem, a Morgan zadławił się kanapką.
-Andrew! Gdzie jest moje lusterko?!- wołał rozdrażniony Lucas.
-Yhh.. zaraz wrócę....Stary nie mam twojego lusterka!- wydarł się na pół mieszkania.
Po jakiś piętnastu minutach całą piątką siedzieliśmy przyglądając się sobie.
-To się robi trochę dziwne.- bąknęłam pod nosem.
-Racja, która godzina?- zapytał po chwili Morgan.
-9:40.- rzucił Logan, a wszyscy popatrzyli ze strachem po sobie.
-Zbieramy się!- krzyknął Andrew, a reszta jak na zawołanie pozabierała swoje rzeczy i pobiegła w stronę windy.
-Jedź szybciej, jedź!- modlił się Lucas.
-Spokojnie. Mają po nas przyjechać.- przewrócił oczami Logan.
Dojechaliśmy do recepcji, oddaliśmy klucz i ruszyliśmy w stronę parkingu, na którym stała tak jak powiedział Logan, długa i czarna limuzyna. Szofer otworzył nam drzwi. Pierwszy wszedł Morgan, następnie ja, Andrew, Lucas i nasz "nienajedzony Irlandczyk".
-Prosimy szybko...- złożyłam ręce, a starszy pan uśmiechnął się cwaniacko.
-Może stracę na tym moje cenne prawo jazdy, ale dla was...No dobrze.- założył swoje czarne okulary i z piskiem opon ruszył kierując się do studia. Otworzyliśmy szeroko oczy i z podziwem patrzyliśmy jak sprawnie kieruje tak dużą maszyną. Serce biło mi jak oszalałe. Bałam się, że spowodujemy jakiś wypadek, ale nerwy od razu mi opadły jak dojechaliśmy na miejsce.
-Dziękujemy panu! Jest pan wielki!- krzyknął Andrew podnosząc ręce, a my popchnęliśmy go do przodu.
-Szybko jest już pięć po dziesiątej!- wrzasnął Lucas.
Wbiegliśmy do budynku kierując się pod wyznaczone miejsce, czyli salę numer 5. Zapukaliśmy i usłyszeliśmy czyiś niski głos.
-Proszę wchodzić po kolei!- wszyscy spojrzeli na Morgana. On zacisnął pięści i niepewnie wszedł do środka. Westchnęłam głośno.
-Skoro to nastolatki, to poco się denerwować?- posłałam im ciepłe spojrzenie.
-Valerii ma rację. Co nam mogą zrobić? W końcu sami to przeżywali.- Lucas poklepał mnie po plecach.
Morgan siedział tam pięć minut. Usłyszeliśmy ten sam głos.
-Następny!- w zgodzie wepchnęliśmy Andrewa do środka.
-A co jeśli oni mnie nie zaakceptują? W końcu jestem dziewczyną, nie będzie im to na rękę.- spuściłam głowę, a Logan objął mnie mocno.
-Skoro tu jesteś, to widocznie jest jakiś powód prawda?- poczochrał mnie po włosach.
-No właśnie. Tak między nami oglądaliśmy twoje nagranie z castingu, masz bardzo niski głos. Bez problemu wykonasz każdą z ich piosenek. Bo pewnie będą je dawać.- puścił mi oczko i objął ramieniem.
Po około siedmiu minutach wszedł Lucas, a potem Logan. Poczułam mocne ukłucie w brzuchu. Moja nerwica dawała o sobie znać. Jednak musiałam być twarda.
-Następny!- wzięłam głęboki wdech i przełknęłam gulę stojąco mi w gardle. Nacisnęłam klamkę i weszłam jak się okazało na scenę, nie patrząc na nikogo i nie zwracając na nic uwagi.
Odwróciłam głowę i otwarłam powieki.
-Cześć.- rzuciłam nieśmiało, ale obojętnym tonem.
Przyglądali mi się z lekkim podziwem w oczach.
-Witaj, nazywam się Liam.- a więc ten głos, to był on.
-To jest Niall.- wskazał na blondyna, który mi pomachał, a ja posłałam mu ciepły uśmiech.
-Louis.- szatyn w koszulce w paski radośnie się do mnie wyszczerzył.
-Zayn.- mulat o kruczoczarnych włosach mierzył mnie niespokojnym spojrzeniem.
-I Harry.- ostatni był brunet z burzą loków na głowie. Przyglądał mi się chłodno. Już wiedziałam komu nie przypadłam do gustu.
-Ale to pewnie wiesz.- zmarszczyłam czoło.
-Prawdę mówiąc, to niestety, ale was nie znałam, dlatego miło mi poznać.- bąknęłam niezrozumiale pod nosem. Oni popatrzyli po sobie i kiwnęli głową.
-Ja tam się cieszę, przynajmniej poznasz nas osobiście.- uniósł kciuk w górę jak dobrze pamiętam Louis.
-Dobrze, to opowiedz nam coś o sobie.- zagadnął Niall z zachęcającym tonem. Nabrałam powietrza.
-Nazywam się Waleria Skalska, pochodzę z Polski, kocham śpiewać i grać na gitarze elektrycznej. Mam czternaście lat.- patrzeli na mnie z podziwem, aż do momentu kiedy wyznałam ile mam lat. Wtedy otworzyli szeroko buzie i unieśli wysoko brwi.
-Ty masz czternaście lat?- zapytał z nie do wierzeniem jak sądzę Zayn.
-Tak.- odpowiedziałam już pewniej.
-Uuu Zayn. Przykro mi, pozostaje ci club, ona jest za młoda.- zauważyłam jak mulat zacisnął pięści i walną w biurko. Liam spoglądał na niego z gniewem w oczach.
-Nie rób ze mnie jakiegoś oblecha!- wygarnął dość w ostry sposób chłopakowi w lokach, którego imienia zapomniałam.
-Ale jak to prawda...- przerwał mu Liam.
-Spokój Harry!- wydarł się najgłośniej jak potrafił.

1 komentarz:

  1. matko! to jest niesamowite:D już to czytałam ale znowu zaczelam xD

    OdpowiedzUsuń