poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 270-Nosisz pod swoim sercem nowe życie, które zabijacie oboje.

- Cholerny brzuch. - bąknęłam próbując schylić się po miotełkę, by zamieść potłuczoną na drobne fragmenty filiżankę.
- Nie irytuj się. Złość piękności szkodzi. - wywróciłam oczami i podniosłam wzrok by napotkać szeroki uśmiech.
- Zayn, proszę... Nie wkurzaj mnie. - warknęłam w stronę Mulata, który uniósł ręce w górę w geście kapitulacji. Zapewne zastanawiacie się, co się dzieje, prawda? Otóż może zacznijmy od samego początku.

Od koncertu Zayna minęło pięć miesięcy. Wszystko zmieniło się o trzysta sześćdziesiąt stopni - na lepsze.
Malik odciął się od nas na kilka tygodni, by później wrócić, zaprosić mnie na kawę i wszystko dokładnie wyjaśnić. Zrozumiałam go niemal od razu i bez chwili wahania wybaczyłam wszelkie grzechy, które popełnił w stosunku do mojej osoby. Od tamtej pory był przy mnie w każdej potrzebie, a zwłaszcza wtedy, gdy zarywałam noce na wylewaniu gorzkich łez i zamartwianiu się. Cóż lub raczej któż był winowajcą stanu, w którym się znalazłam? Mój wspaniały chłopak - Harry Styles. Czujecie ten sarkazm? Nie wiedziałam, co stało się z moim Hazzą. Miałam wrażenie, że tracę go z każdym kolejnym dniem, który spędzał poza domem zupełnie nie interesując się mną oraz swoim dzieckiem, które już piąty miesiąc rozwijało się w moim łonie.
Gdy raz na ruski rok przypominał sobie, że ma ciężarną dziewczynę, zazwyczaj przychodził totalnie pijany bełkocząc niezrozumiałe historyjki, bądź wpadając w furię spowodowaną przez falę wyrzutów z mojej strony. Ale jak miałam się zachować w związku z zaistniałą sytuacją? Pogłaskać go po głowie i powiedzieć, że wszystko jest w porządku? Przecież wszyscy doskonale wiemy, że nie jest.
Tak bardzo tęskniłam za tym radosnym, spokojnym, kochającym i ułożonym facetem, którego kochałam mimo wielu siniaków, których twórcą był on sam. Bił, a później przepraszał. Rzucał obietnice na wiatr, jakby były rutyną, którą musi odklepać, bo przecież nie wypada tak tego zostawić, prawda?
Czułam, że zielonooki nie jest sobą. Coś lub ktoś przejmował kontrolę nad jego rozumem wpajając inne wartości, które powoli przesłaniały cały jego świat.
Odbierał mi mężczyznę i ojca mojego dziecka, które niebawem miało przyjść na świat. Jedynym uczuciem, które towarzyszyło mi przez większość dnia była bezradność. Ból o niezidentyfikowanym pochodzeniu przeszywał na wskroś już i tak popękane serce, które wyglądało, jakby miało się posypać nawet przy delikatnym podmuchu wiatru.

- Przepraszam, Valerii. - wydął dolną wargę, a w jego czekoladowych tęczówkach skakały radosne promyki. - Ej... Mała, co jest? - wstał kucając przy mnie i kładąc swoje wielkie dłonie na moich kolanach. Wzruszyłam ramionami i opuściłam głowę pozwalając, by włosy zasłoniły mi twarz, po które poczęły spływać gorzkie łzy. Zayn nie zwlekał chwili dłużej i objął mnie delikatnie zamykając w uścisku. Zaciągnęłam się jego perfumami, które tak bardzo przypominały Harrego. Przecież obiecał. Obiecał, że zawsze będzie przy mnie i maleństwu. - Wiesz, że tak dłużej być nie może, prawda? Styles nie ma prawa się nad tobą znęcać, a jego alkoholizm go nie usprawiedliwia. - szepnął czule odgarniając pojedyncze kosmyki moich włosów. - Mogę ci, słyszysz? Nie zostawię cię z nim. Teraz to on musi zawalczyć. - musnął czubek mojego nosa pozbywając się tym samym słonej kropelki, która podczas chwili słabości wydostała się z moich oczu. - Na czas ciąży zamieszkasz u mnie i...
- Nie! Wykluczone. - zaprotestowałam odsuwając się od Mulata, który jedynie zmarszczył czoło. - Chcę być blisko Harrego. On mnie potrzebuje! - Zayn pokiwał głową z politowaniem przejeżdżając po twarzy swoimi rękoma.
- Nie, Valerie. On cię niszczy. Nosisz pod swoim sercem nowe życie, które zabijacie oboje. On swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem, a ty stresem i bólem, który ci zadaje. Musisz wybrać. Albo Styles, albo wasze dziecko, które niczemu nie zawiniło. On ma swoje lata i wie, co robi. Może, gdy wreszcie zrozumie, że cię traci, zacznie myśleć jak dojrzały facet? Nie ryzykuj. To dziecko nie jest tego warte. - położył dłoń na zaokrąglonym brzuszku, a następnie spojrzał mi w oczy, w których nadal stały słone łzy. Tak bardzo tęskniłam za Harrym, tak bardzo mi go brakowało. Nie rozumiałam, co zrobiłam źle, że Loczek traktował mnie w tak okrutny sposób.
- Zamieszkam z tobą, Zayn. - wyszeptałam, a następnie mocno wtuliłam się w jego tors. - Dziękuję. - wyszeptałam zaciskając powieki. Niech ten koszmar się skończy, błagam. 


- To już ostatnia torba. - wszedł do przestronnego pokoju w zielono-fioletowych barwach. - Podoba ci się? - skinęłam głową nerwowo bawiąc się palcami. - W porządku?
- Martwię się. Nie chcę zostawiać go samego. - zagryzłam dolną wargę i zawiesiłam wzrok na wielkim zdjęciu, które przedstawiało piątkę nastolatków stojących na scenie wśród miliona wiernych fanów. Wspomnienia wróciły z intensywną siłą, a na mojej twarzy mimowolnie zagościł grymas.
- Wszystko będzie dobrze, musi. - uśmiechnął się delikatnie, a następnie opuścił pokój zostawiając mnie samą. Westchnęłam głośno i z impetem rzuciłam się na łóżko chwytając w ręce swojego iPhone'a. Odruchowo weszłam w wiadomości przeglądając ostatnie wiadomości, które w zaledwie kilka sekund zlały się w jedną całość przez gorzkie łzy. "Gdzie jesteś, mała suko? Czekam na obiad. H." Czy właśnie tak wygląda korespondencja kochającej się pary?
_______________________________________________________________
Nie wytrzymałam i mimo, że nie mam weny ani pomysłów to i tak napisałam rozdział chociaż tu. Przepraszam. Mam ochotę się rozpłakać, bo wiem, że zawiodłam wiele osób, i zapewne pod tym postem nie pojawi się ani jeden komentarz, ale wiedzcie, że za Wami tęsknie. Strasznie chciałabym pisać, ale po prostu nie mogę, a nie chcę robić tego na siłę. Zajrzyjcie czasem tu:   http://stylinson-fanfiction.blogspot.com/
Przekładam tam swoją historię z Wattpada. Mam nadzieję, że dacie znak życia. Kocham Was, kochane.
~ Larry